Może ktoś wie.
W marcu 2006 zaciągnąłem w Millennium kredyt na kwotę 145 000 zł w CHF. LTV dla mojego kredytu wynosił 0,9801. Z tytułu zabezpieczenia niskiego wkładu zapłąciłem składkę ubezpieczenia w wysokości 940 zł stanowiącą 3% kwoty brakującej do 20% wartości nieruchomości.
Trzy lata później w marcu 2009 spodziewałem się kolejnej opłaty za ubezpieczenie niskiego wkładu, i miło się zdziwiłem bo bank nie pobrał składki na ubezpieczenie. Wtedy, by mieć pewność wysłałem zapytanie do banku i bank odpowiedział, że w moim przypadku wymagany próg 20% wkładu własnego został osiągnięty. Zastanawiam się tylko jakim cudem. Nie wnosiłem do banku o ponowną wycenę nieruchomości. Bank raczej sam z siebie nie podwyższył jej wartości, bo zaraz po zakupie nieruchomości w marcu 2006, ceny mieszkań zaczęły gwałtownie rosnąc. Wtedy za metr2 mieszkania płaciłem ok. 2800zł, a w 2009 metr2 kosztował ok. 5 tys.
W marcu 2009 do spłacenia miałem 56 tys CHF, po kursie ponad 3 zł, co dawało zadłużenie ok. 170 tys zł. Wartość nieruchomości wynosi 146200. Tak więc jakim cudem bank nie naliczył składki? Wygląda na to, że dokonana została aktualizacji wartości nieruchomości, lecz nie chce mi się w to wierzyć, by bank zrobił to sam.
Według moich obliczeń składka powinna wynieść (dla 170 tys zł zadłużenia i wartości mieszkania 146200): 1591 zł.
Jak to jest możliwe, że bank mi tego nie naliczył?
Wczoraj dzwoniłem nawet na infolinię z zapytaniem jaka wartość nieruchomości figuruje w moich danych, i jest tam ciągle 146200 zł.
Moje pytanie stąd, że niedługo tj. w marcu 2012 przypada początek kolejnego 3 letniego okresu ubezpeczenia. Czy spotkał się ktoś z Was z podobnym przypadkiem? Przy dzisiejszym kursie ok. 4zł wysokość składki ubezpieczenia to ok. 2700zł.
Pozdrawiam!